Przez znaczną część życia szukałam Siebie – głównie w mocnych doświadczeniach, w tym, co dawało poczucie, że „coś się dzieje”.
Z zewnątrz moje życie mogło wyglądać całkiem dobrze. W środku jednak od dzieciństwa towarzyszyło mi poczucie, że nie pasuję.
Pamiętam, jak mając trzy–cztery lata zapytałam Babcię:
„Kim ja właściwie jestem?”
Usłyszałam: „Jak to kim? Małą dziewczynką”.
Banalne (z pozoru) pytanie. Banalna (do szpiku) odpowiedź. Cóż za zawód. 😄
Niesmak i niedosyt towarzyszyły mi konsekwentnie przez kolejne lata. Usilnie próbowałam znaleźć upragnioną odpowiedź sama.
Jednocześnie byłam bardzo uwarunkowana – wiedziałam, jak się zachować i potrafiłam stworzyć pozory dobrego funkcjonowania. W środku nosiłam jednak ogromny bunt. Coraz bardziej gnębiło mnie poczucie bezsensu i beznadziei. Maski w końcu spadły, a moja indywidualność zaczęła wyrażać się z nieokiełznaną siłą – przede wszystkim poprzez swój cień.
Tu do historii wkraczają używki – aż do uzależnienia – częste przeprowadzki, zmiany pracy i profesji, problemy finansowe, relacyjne arcydramy i cała reszta sposobów na znalezienie odpowiedzi i ukojenia. Oczywiście nie tam, gdzie „trzeba”. 🙂
Dziś patrzę na tamten czas błądzenia z błogim uśmiechem.
Poznałam wówczas multum ludzkich mechanizmów. Człowiek ma już przede mną niewiele tajemnic. Zobaczyłam, jak rodzi się cierpienie, gdy patrząc na Życie z ograniczonej ludzkiej perspektywy, oddalamy się od Siebie i zmagamy z myślami, emocjami i całą rzeczywistością. Jak popadamy w autodestrukcję, próbując poradzić sobie z bólem, być zauważonymi i kochanymi.
Psychologia pojawiła się w moim życiu naturalnie. Zostałam magistrem psychologii, ale szybko poczułam, że klasyczna ścieżka psychologa jest dla mnie zbyt sztywna, ograniczona i uwikłana w system. Kształciłam się też w innych dziedzinach, które dopiero po latach wędrówki zaczęły łączyć się w spójną Całość.
✦
Moje powołanie nie pojawiło się pewnego dnia w postaci wielkiego objawienia.
Trochę szkoda – byłoby bardziej widowiskowo. 🤭
Ono było obecne od początku – tak blisko, aż niewidoczne.
Przez lata realizowałam je na różne sposoby – czasem po części świadomie, a czasem wręcz przeciwnie; nieraz bardzo daleko od tego, czym zajmuję się dziś.
Zalążki tego, czym Bosko Wcielone jest dziś, sięgają początku 2020 roku.
Jednak już wcześniej pomagałam ludziom żyć lepiej poprzez swoją pracę – jeszcze bez perspektywy duchowej.
Jeśli zaś chodzi o samą duchowość, z perspektywy czasu widzę, że jest w moim życiu praktycznie od zawsze. W 2018 roku, po kilku latach zapomnienia, upomniała się o swoje miejsce. Wtedy zaczęłam coraz częściej medytować, pojawiły się doświadczenia duchowe, a wraz z nimi rosła we mnie potrzeba poznania tego, co znajduje się poza ograniczoną perspektywą umysłu.
W 2019 roku praktyka duchowa stała się regularnym elementem mojego dnia. Kolejne lata przyniosły doświadczenia i intensywne wglądy, które rozsadzały mój umysł, by przygotować miejsce na Coś Większego.
Był okres, gdy dużo pościłam (a także po prostu głodziłam), zagłębiałam się w różne filozofie i koncepcje duchowe.
Zanurzając się w głębokie stany mistyczne, uciekałam od rzeczywistości. Gardziłam tym, co materialne, wypierałam się swojej cielesności. Z czasem zaczęło się to odbijać na moim zdrowiu – zarówno fizycznym, jak i psychicznym.
Doświadczałam całych pasm kryzysów egzystencjalnych – od ekstatycznych wręcz zachwytów po momenty całkowitego zwątpienia.
Przekopywałam się przez astrologię i numerologię, pracowałam z Kronikami Akaszy i channelingiem, ukończyłam dwa stopnie Reiki i kurs Human Design.
Odkryłam pracę z Kodami i Językami Światła, które do dziś pozostają istotną częścią mojej praktyki.
W pewnym momencie zrozumiałam, że nie żyjemy po to, żeby coś naprawiać, bez końca się uzdrawiać i dążyć do jakiegoś idealnego stanu, który wciąż pozostaje poza nami.
Że tzw. duchowość nie polega wyłącznie na unoszeniu się nad Ziemią. 😉 Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że prawdziwy rozwój Świadomości to konkretne stąpanie po Ziemi i spotykanie się z Prawdą w najczystszej postaci – często dość brudnej. 😀
Stąd częściej niż „duchowość” usłyszysz ode mnie „mistyka” lub najbardziej całościowo – „rozwój Świadomości”.
„Duchowość” tak jakoś zalatuje mi odklejonym od rzeczywistości New Age i jest trochę… za mała na to, co chcę przekazać.
Im dalej szłam, tym mocniej Życie sprowadzało mnie do Ciała, codzienności i pełnego uczestnictwa w Świecie.
Musiałam zobaczyć własne „górnolotne” iluzje – dzielenie wszystkiego na „duchowe” i „nie-duchowe”, „wysoko-” i „niskowibracyjne” oraz zweryfikować przekonanie, że tych drugich należy unikać.
I wielokrotnie schodziłam do Podziemi samej siebie.
Kiedy prawdziwie zaakceptowałam wszystko, przed czym uciekałam, przestałam jedynie wiedzieć i rozumieć, że oddzielenie jest iluzją – stało się to moją prawdą.
Psychika, ciało, duchowość, relacje, praca, pieniądze, ból i przyjemność są częścią tego samego Życia.
Wszystko to ta sama Świadomość, a najgłębsza praktyka duchowa dokonuje się na każdym kroku codzienności.
Tutaj spotkały się wszystkie kawałki mnie.
W końcu „dotarłam”, a właściwie – zobaczyłam, że zawsze byłam na miejscu.
Już nie szukam, po prostu JESTEM.
Żyć z tego miejsca – tego życzę każdemu.
Właśnie w tym Ci pomogę.